Cenzura czy walka z fake newsami? Thorsten Schmiege, przewodniczący niemieckich krajowych organów ds. mediów oraz prezes Bawarskiego Krajowego Centrum Nowych Mediów, wezwał do nałożenia na platformy takie jak X i TikTok ustawowego „obowiązku różnorodności”. Propozycja zakłada, że algorytmy powinny priorytetyzować treści uznane za wiarygodne i istotne społecznie, ograniczając tym samym zasięgi materiałów polaryzujących.
Schmiege postuluje całkowite zniesienie przywilejów dotyczących odpowiedzialności prawnej dla firm, które kuratorują i monetyzują treści, co zmusiłoby je do brania pełnej odpowiedzialności za publikowane materiały. Regulator ujawnił jednocześnie, że podległe mu służby wykorzystują już sztuczną inteligencję do aktywnego przeszukiwania internetu w celu wykrywania naruszeń prawa.
Nowe przepisy miałyby wymusić na gigantach technologicznych zmianę sposobu selekcji informacji docierających do użytkowników w celu ochrony debaty publicznej.
Dlaczego budzi to kontrowersje? Faworyzuje gigantów: Kryteria są napisane tak, że bez problemu spełniają je wielkie media publiczne (ARD, ZDF) i potężne koncerny prasowe (np. „Spiegel” czy „Süddeutsche Zeitung”).
Marginalizuje niezależnych twórców: Dziennikarze obywatelscy, youtuberzy polityczni, mniejsze portale niezależne czy blogerzy nie mają struktur (ani budżetów), by spełnić biurokratyczne wymogi „Public Value”. Nawet jeśli publikują prawdę, algorytm zepchnie ich w dół na rzecz tradycyjnych mediów.
Ryzyko „cenzury przez zasięgi”: Krytycy argumentują, że państwo nie musi usuwać niewygodnych treści – wystarczy, że ustawowo nałoży na algorytmy obowiązek promowania mediów przychylnych głównemu nurtowi politycznemu.
CYTAT: „Moje żądanie wobec polityków: nie musicie wprowadzać wygórowanych zasad specjalnych dla platform. Wystarczyłoby zniesienie ich przywileju odpowiedzialności” — Thorsten Schmiege według relacji European Conservative.
