Karol Nawrocki ponawia wniosek o ogólnokrajowe referendum. Polacy mają zdecydować o przyszłości unijnej polityki klimatycznej i kosztach systemu ETS.
W nadchodzącym tygodniu Prezydent RP skieruje do Senatu dokument, który ma umożliwić obywatelom wypowiedzenie się w sprawie reformy systemu handlu emisjami. Decyzja jest bezpośrednią reakcją na ogłoszony przez Komisję Europejską projekt zmian w ETS, który szef Gabinetu Prezydenta, Paweł Szefernaker, określił mianem „pozornych korekt”. Według prezydenckich analiz, proponowane przez Brukselę 10 mld euro ulg dla całego unijnego przemysłu do 2030 roku nie rekompensuje strat Polski, szacowanych na 13 mld euro do 2034 roku z tytułu wygaszania darmowych uprawnień.
Nowa propozycja Komisji Europejskiej zakłada spowolnienie redukcji emisji CO2 poprzez przesunięcie daty końcowej z 2039 na 2049 rok oraz zobowiązanie państw do wydawania minimum 50% wpływów z aukcji na cele dekarbonizacyjne. Minister klimatu Paulina Hennig-Kloska ocenia wydłużenie terminów pozytywnie, choć zapowiada walkę o dalsze ustępstwa. Strona prezydencka kontruje te argumenty wskazując, że polskie firmy tracić będą rocznie ok. 3 mld euro dotychczasowych darmowych uprawnień. Kluczowy dylemat: czy Senat dopuści do głosowania, czy ponownie odrzuci inicjatywę jako bezzasadną w obliczu trwających negocjacji w Brukseli?
CYTAT: „Jeden kraj poniesie większe straty niż wartość ulg przewidzianych dla całej Unii Europejskiej” — Paweł Szefernaker o skutkach reformy ETS.
KONTEKST: System ETS to unijny mechanizm handlu uprawnieniami do emisji CO2, który wymusza na przemyśle i energetyce opłaty za emisję gazów cieplarnianych, wpływając bezpośrednio na ceny energii i konkurencyjność gospodarki.
